Macierzyństwo Polecane

Jestem mamą i nie ogarniam!

Obudziłam się dziś rano, jak zwykle nieprzytomna. Omiotłam spojrzeniem komodę stojącą na przeciw łóżka, a na niej piętrzące się sterty czystego prania. Boszzz, kiedy ja to pochowam? Od razu humor do bani. Idę do kuchni niemal slalomem, omijając wszystkie te zabawki młodego, których wczoraj wieczorem nie miałam siły sprzątnąć. Biegał do 22, a 22.30 ja już padłam. W nocy chyba z pięć pobudek, nie pamiętam dokładnie bo wstaję już na automacie, a potem wypieram z pamięci te przerwy w śnie. Za chwilę kawa, odstawię młodego do żłobka i do pracy. Potem abarot do żłobka, zakupy, plac zabaw, zabawa w domu, kolacja, kąpiel, usypianie. Jeszcze pranie,  a sterta ciuchów jak leży, tak leżeć będzie i czekać na weekend. Albo zniknie w ciągu tygodnia, dostarczając nam do ubrania to co pod ręką. Nie ogarniam, serio.

To nie jest scena z koszmaru czy dramatu. To prawdziwe życie. Nikt nas do macierzyństwa nie wabił opowieściami o tym, że życie będzie toczyć się rytmem rutyny, bo w rozmowach eksponowany był tylko piękny różowy i uśmiechnięty bobas. Teraz wielkie zdziwienie otoczenia, że wychowując dziecko masz w domu bajzel, że pranie na bieżąco nie poprasowane, naczynia piętrzą się w zlewie, że mdłości dostajesz na widok odkurzacza bo włączasz go częściej niż telewizor.

Nie da się mieć wszystkiego na raz. Jest albo albo. Jeszcze rok temu zdawało mi się, że jestem o krok od osiągnięcia stanu idealnej równowagi, że potrafię być perfekcyjną panią domu z wzorowym porządkiem, odprasowaną sukienką, gorącym obiadem i czasem dla siebie. Tak prawie było, ale moje dziecko miało wówczas dwie długie drzemki, nie przemieszczało się w tak dynamicznie jak teraz, a ja jeszcze nie pracowałam, więc wszystkie rzeczy na codziennej liście do zrobienia byłam w stanie poupychać w ciągu dnia. Potem zmieniło się wszystko. Wróciłam do pracy, przestałam dosypiać w ciągu dnia, w mieszkaniu zadomowił się permanentny nieład, młody zaczął biegać i ciężko już było upchnąć gdziekolwiek cokolwiek, poza ukrywaniem w szafkach bałaganu przed gośćmi. Absolutnie się tego nie wstydzę, bo dosyć mam dążenia do chorego i wręcz destrukcyjnego perfekcjonizmu. Nie chcę się chować pod maską sztucznej idealności, bo uduszę się z braku powietrza.

Przychodzi weekend, a ja bez żenady chodzę w poplamionym dresie. Serio. Kładę dziecko na popołudniową drzemkę i zamiast zapieprzać z mopem i szorować okna, wyciągam się na kanapie. Mam tylko jedno życie, tylko jedno zdrowie, które ostatnio i tak podupada. Nie chcę za parę lat żałować, że stałam się niewolnicą obowiązków domowych. Że zamiast poświecić chwilę dla siebie na relaks czy odpoczynek, wypruwałam sobie flaki, żeby sąsiedzi nie widzieli smug na moich oknach. Mam to gdzieś i ich opinię w tym temacie.

Nie muszę gotować wykwintnych kilkudaniowych obiadów, robić tortów bezowych, dekorować z finezją stołu przed każdym posiłkiem. W moim domu dziecko dostaje na deser owoc, bo nie potrzebuję pompować w niego bez cukrowych deserów, naszpikowanych stewią. Nie gotuję mu codziennie innego posiłku, bo nic mu nie będzie jak przez dwa dni zje to samo na obiad. Nie muszę gotować Coco Van, czy Boeuf Bourguignon, kotlety z indyka i pomidorówka smakują nam równie bardzo, bo są domowe i przez to bezkonkurencyjne. Na wykwintne potrawy szkoda mi czasu, wolę gdy ktoś je przygotuje dla mnie i poda gorące, bo co to za frajda gotować pół dnia i połykać w locie zimne kawałki w czasie nieustannie trwającej gonitwy za dzieckiem?
Nie widzę powodu jeżdżenia po całym mieście w poszukiwaniu ekologicznych jogurtów, wystarcza nam taki z „ubogim” składem z pobliskiego sklepu. Żywimy się zdrowo, lekko, ale bez ekologicznej szajby.

Nie zawsze mam siłę na wszystkie zabawy, które oczekuje ode mnie moje dziecko. On działa jak na duracelach, podczas gdy ja pod koniec dnia mam już niemal rozładowane baterie. Nie zawsze jestem w stanie przeczytać dwudziestą siódmą książeczkę, ustawić pięćdziesiątą pierwszą wieżę z klocków, narysować z Mikim kolejny obrazek. Ale najważniejsze że jestem z nim, nie muszę stawać na głowie, by non stop wymyślać kreatywne zabawy. Dziecko jest tylko dzieckiem. Nie chce i nie muszę z nikim rywalizować na milion sposobów stymulowania rozwoju dziecka. Daje dziecku być tylko dzieckiem, bo to ma być piękne dzieciństwo, a nie okupione chorą ambicją rodziców na bycie alfą i omegą w nieustannie rozwijającym wychowywaniu dziecka. Jestem dla niego zawsze, kiedy tylko tego potrzebuje. Czasami czynnie biorąc udział w zabawie, czasami będąc tuż obok, nie przeszkadzając jego fantazji.

Wszystkie tak samo nie ogarniamy tematu macierzyństwa z całym tym towarzyszącym bałaganem. Nie da się wychowywać dziecka, mieć sterylny porządek w domu, pracować i być naprawdę wyspaną. Nie da się spełniać zawodowo, mieć multum czasu dla dziecka, nieskazitelnie umytą podłogę i pranie na bieżąco zrobione, a następnie bez zwłoki wyprasowane. Po co się stale oszukiwać, po co brać na swoje barki wszystko, skoro i tak nic nam z tego nie przyjdzie. Czy będę szczęśliwsza jak poświęcę pół nocy na prasowanie? Nie. Czy będę szczęśliwsza, gdy przygotuje kilkudaniowy obiad, na który zakupy zajmą mi więcej czasu niż samo gotowanie, a dziecko i tak odmówi jego zjedzenia? Nie będę.

Nie ogarniam. Chrzanię to wszystko „co muszę” i daje sobie spokojnie żyć. Nam żyć. Amen.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

  • Amen.
    A prasowanie już dawno olałam. Chodziliśmy w takich o, średnio prostych ciuchach 😉 teraz mam w pralce opcję „bez zagnieceń”, więc chodzimy w sporo mniej pogiętych. Polecam!

    • taka pralka to skarb! muszę chyba pomyśleć o zmianie 🙂
      Ja też nie prasuje zbyt wielu rzeczy, za to nauczyłam się równo wieszać na suszarce, wtedy mniej zagnieceń ;P

      • malina

        Od kilku tygodni mam suszarkę do prania (maszynę znaczy) i zniknął problem gór prania w moim domu! Po prostu go nie ma, wyciągam z suszary nie wymiętoszone i prawie jak wyprasowane, składam i koniec! Koniec z wiszącym w nieskończoność i walającym się po łazience praniem! Koniec ze stojącą suszarką, jest po porostu bosko 🙂

  • Monika Todd

    Kolejny wpis z prawdziwego zycia młodej mamy, ktory czyta sie jakby było napisane o własnym zyciu….
    Jako typowa „matka Polka” chcialabym zeby dom byl wysprzatany, obiad ugotowany… Ale brakuje na wszystko czasu. Pracuje na pelny etat, wiec jak wracam z pracy I w weekendy chce jak najwiecej czasu spedzic z moja córeczka – I tak robie, wszystko inne poczeka, a ona dorasta bardzo szybko i ten czas spedzony razem jest bezcenny 😊
    Aniu- twoj blog jest jednym z najlepszych na jakie sie napotkałam, piszesz o problemach które kazda mama zna, ale nie zawsze o nich głosno mówi.
    Pozdrawiam 😊

    • no bo takie jest prawdziwe życie. Gdzieś w głębi siebie jestem pewna, że wszystkie tak samo nie dajemy rady odnaleźć się w tym chaosie i nie ogarniamy, tylko nie każda z nas ma odwagę sie do tego przyznać. A przecież lepiej się żyje bez tej maski perfekcyjności 🙂
      Dziękuję Ci za te wszystkie ciepłe słowa i wpadaj jak najczęściej, bo bardzo miło mi Cię gościć :*

  • Nie pamiętam kiedy ostatnio coś prasowałam! A obiadu jak nie zrobię, to świat się nie skończy – pizza zawsze czeka w zamrażalce na wszelki wypadek 🙂 Mało czasu jest na zrobienie wszystkiego, co by się chciało. Wolę się z córcią pobawić czy na spacer iść zamiast pół dnia sprzątać czy przy garach stać. Czasem trzeba coś odpuścić i olać wszystko 🙂

    • takie zapasy to świetna sprawa – też mam zawsze co nieco na słabsze dni 😉

  • No nie będziesz 🙂 Chrzanić dwudaniowy obiad, lepszy jeden na dwa dni 🙂 Pranie? Wole spacer z córką 🙂 Zajrzyj do mnie jutro, będę mieć recenzję idealnej książki dla każdej mamy 🙂

  • benzyna

    Ja bardzo często myślę, że jestem jakaś do kitu przez to, że tak nie ogarniam… Więc pocieszająca jest ta notka.
    Zastanawiam
    się tylko, kto narzucił nam taki schemat? Że my, mamy, prócz opieki nad
    dzieckiem musimy mieć perfekcyjnie ogarnięty dom i że same mamy jeszcze
    przy tym wyglądać jak milion dolarów? No bo chyba coś było/jest
    impulsem do takich postów na blogach czy tego, że czasem się trochę tym
    nieogarnianiem dołujemy?

  • daria

    Ja jestem podobnego zdania, ale jest gorzej gdy ktoś czyli rodzina wchodzi z butami do twojego domu i próbuje ci dobitnie powiedzieć że oni mają nieskazitelnie to i ty musisz. Moja mama jest pedantką i nie oszczędza w słowach jeżeli u mnie leży pranie i naczynia na suszarce, a nie w szawkach. I troche dziecka mleka rozsypało się na szawkę gdzie je szykuje.

  • To takie naturalne i ludzkie 🙂

    każda z nas ma takie dni, w których zaraz po otworzeniu oczu i uświadomieniu sobie ile obowiązków na nas czeka załamuje ręce. Bezczelna rzeczywistość każdej matki 😉

  • Inga Gawlowska

    Jakbym czytała o sobie! Dzieki za ten tekst! Jest mi lżej, że nie jestem sama!

  • Potrzebowałam trochę czasu żeby wrzucić na luz, ale udało się 🙂 wprawdzie Synek ma dopiero pół roku, ale kiedy on funduję sobie turbodrzemkę ja nadrabiam serialowe zaległości albo piszę 🙂

  • Daria Gralak

    Święta racja. Mimo że jestem na macierzyńskim mam i tak bałagan … wszyscy się do tego przyzwyczaili . Dom jest dla mnie a nie ja dla niego. Przy trójce dzieci jak ma być porządek? ? Jak w kuchni nie ma brudnych naczyń to mąż się cieszy .. o kochanie posprzatałaś 😂😂
    Wiec jak chcesz zobaczyć czystości w mym mieszkaniu zapowiedź się ze przyjedziesz za tydzień. 😎 Pozdrawiam wszystkie mamy które są sobą i nie martwią się ze znów prania nie poskladalam (wisi 3 dzień na suszarce )

  • Amelka Rośniak

    Pierwszy raz tu jestem i niczego tak bardzo nie pragnęłam dziś przeczytać jak tego tekstu właśnie. Dzięki!

  • Jak ja Cię bardzo rozumiem. Właśnie położyłam dzieci w łóżkach i siedzę na podłodze w kuchni bo tam mam chwile na zebranie myśli. Czasem i mnie wszelkie domowe obowiązki przerastają. Marzy mi się L4 najlepiej u mojej mamy w domu.