Moim zdaniem Polecane

Porozmawiamy jak już będziesz mieć dzieci…

Każda z nas kiedyś przechodziła etap singielski lub bycia w związku nie obarczonym posiadaniem potomstwa. Wszystko było wówczas inne, świat spokojniejszy, absolutna niezależność, życie z dnia na dzień zamiast tysiąca myśli o jutrze. Liczyła się chwila – tak teraz to wspominam. Czasami tęsknie za tym czasem, ale tylko przez chwilę bo nie zamieniłabym tego co mam na to co było.

Dziś nierzadko słyszę te same słowa, które z taką pewnością siebie sama wypowiadałam i nie dowierzam. Boszzz jak mogłam być taką ignorantką, co ja miałam w głowie. Nie miałam pojęcia o tym jak wygląda życie dosłownie wypełnione obowiązkami. Choć wiadomo że my matki mamy cierpliwości aż w nadmiarze, jednak jak słyszę te farmazony, to autentycznie aż mi w środku tam wszystko się gotuje a irytacja sięga zenitu. Wtedy myślę sobie: licz cholera do 100, albo do 1000. Licz!

Wcale nie są to rzadkie sytuacje. Tym bardziej że wszyscy bezdzietni mają miliard w rozumie jeśli chodzi o posiadanie dzieci, wiedzą jak je wychować, czym karmić i jak zachować dyscyplinę. Oczywiście najłatwiej jest teoretyzować, tyle że w praktyce zwykle nie ma to żadnego przełożenia. Ja też czasem sobie myślę, że mogłabym być jak Beyonce, problem tkwi w tym że mam beznadziejny głos, jestem biała jak córka młynarza i nie potrafię chodzić na szpilkach, nie mówiąc już o tańczeniu w nich. Dla mojego syna też Beyonce nie zostanę, bo jak zaczynam śpiewać, to on szybko daje mi znać, jak fatalny to był pomysł.

Z upływem czasu w mojej głowie powstała szort lista takich topowych tekstów, którymi częstują nas bezdzietni, a które sprawiają że mam ochotę włożyć głowę miedzy drzwi i trzasnąć. Jednak wychodzi na to, że z moją cierpliwością nie jest jeszcze tak źle, bo jeszcze żyje. Ufff…

Jestem taka zmęczona i niewyspana

Co Ty wiesz o zmęczeniu?! Wstajesz co godzinę w nocy? Wiesz co to znaczy nie przespać całej nocy przez rok? Przez dwa lata? Przesypiasz pewnie minimum sześć godzin ciurkiem, ale co to jest te sześć godzin. Większość z nas marzy o tym żeby nastała taka noc, kiedy zaczniemy spać twardym snem zamiast nieustannie czuwającym płytkim snem, nie dającym szansy na porządną regenerację. Nawet kawa nie pomaga. My matki pijemy ją już raczej z nawyku i dla smaku. Chociaż chwila, zimnej dla smaku się nie pije, zatem to musi być przyzwyczajenie. Ciepła jest synonimem luksusu, na który rzadko mam czas.

Nie mam na nic czasu

To niesamowite, że osoby które są singlami twierdzą że nie mają na nic czasu. Ja mając dziecko jestem w stanie znaleźć czas na wszystko co potrzebuję zrobić, choć muszę mocno rozciągać dobę. Mało tego, niemal wszystko w domu robię po położeniu dziecka spać, czyli po godzinie 21ej. Ogarniam chatę, pranie, sprzątam, prowadzę bloga co wymaga wielu godzin w tygodniu, robię zakupy i często jeszcze mam czas obejrzeć ulubiony serial lub poczytać książkę.
Jak wracam myślami do czasów z przed dziecka, to aż boli mnie myśl o tym, jak straszliwie marnowałam wówczas swój czas i jak wydawało mi się że go nie mam. Miałam go masę, tylko nie potrafiłam odpowiednio nim zarządzać. Więc sorry, ale jak ktoś nie mający dziecka mówi mi że nie ma na nic czasu, to wszystko mi opada, szczęka, cycki, no wszystko.

Z nadejściem dzieckiem kończy się życie

Kończy się, tzn. co? Nagle jesteśmy martwi? Moje życie trwa w najlepsze, nie zamknęłam się  w domu, a moje dziecko jak dotąd było już 3 razy za granicą, a ma zaledwie 2 lata. Choć wiem, że to wcale nie jakieś wielkie osiągnięcie. Znam rodziny 2+1 i 2+2, które podróżują z małymi dziećmi przez cały rok na różne kontynenty. Życie wcale się nie skończyło, przeciwnie, rozpoczął się nowy i znacznie ciekawszy pod względem emocji etap. Bo móc obejrzeć to wszystko co kryje świat jest fantastyczne, ale móc pokazać dziecku i zobaczyć jego zachwyt – bezcenne. Zresztą odkąd mamy Mika, poznajemy, widzimy i smakujemy znacznie więcej niż kiedyś. Nie uciekamy w zacisze domowe, wręcz przeciwnie – łakniemy wrażeń jeszcze bardziej. Być może nie szalejemy już na imprezach jak kiedyś, ale nasze życie i tak jest znacznie bogatsze, właśnie dzięki dziecku i temu, jaki świat dzięki niemu poznajemy. A jak już jesteśmy przy temacie imprez…

Znów wracasz do domu jako pierwsza

To niesamowite, że może to dziwić. Bezdzietność ma to do siebie, że jak się wraca do domu, to można pójść spać i obudzić się następnego dnia w południe. Mając dziecko wracamy do miejsca, w którym zostaniemy brutalnie obudzone w nocy, jeden lub więcej razy (nawet jak dziecko przesypia noce, to prawo matki działa tak, że w po imprezowych okolicznościach będzie się budzić z dużą częstotliwością), a noc skończy się o 6-7 rano okrzykiem nie cierpiącym zwłoki w podaniu śniadania. I to nie jest kwestia że nie chciałybyśmy posiedzieć dłużej albo, że nie lubimy wychodzić. Po prostu nie mamy już takiego komfortu odsypiania imprezy. To wszystko.

Ale Ci dobrze że jesteś na urlopie macierzyńskim, tyle wypoczywasz…

Tego nigdy nie mówiłam, pewnie dlatego, że z bliska miałam okazję obserwować (po rodzinie) ile czasu i energii pochłania opieka nad dzieckiem. Za to słyszałam to niejednokrotnie. Przecież my matki to w domu tylko leżymy i pachniemy, a reszta robi się sama. Dziecko samo się nakarmi i przewinie, podłoga sama się odkurzy, pranie samo się zrobi i rozwiesi, obiad sam się ugotuje. Totalna magia. A my matki przez rok leżymy jak te foki na kanapach i oglądamy wszystkie seriale paradokumentalne i śledzimy rodzinę Kardashian’ów. Tak właśnie jest. Po macierzyńskim wracamy pełne sił do roboty, wypoczęte, zrelaksowane. Noszjapierdolę… Każda osoba która tak twierdzi, powinna choć raz zostać z cierpiącym na kolki / ząbkującym / chorym niemowlakiem na 24 godziny i przekonać się, że guzik wie co to jest urlop macierzyński i w jaki wypoczynek za sobą niesie.

Przepraszamy za bałagan

No właśnie, wchodzisz do znajomych i słyszysz te słowa, a Twoim oczom ukazuje się sterylny porządek, starannie ułożone na kanapie poduszki, ramki na zdjęcia postawione na komodzie w równiutkich odległościach, podłoga czyściutka tak bardzo że odbija wszystko niczym lustro. Nie pamiętam, kiedy moje mieszkanie tak wyglądało. Bałagan, hmmm, to pewnie ta jedna samotna para butów stojąca w przedpokoju. Nie wiem po co ludzie tak mówią, może żebyśmy my matki miały świadomość że żyjemy w krainie okruchów po ciastkach lub wysypisku zabawek? Żebyśmy czuły wyrzuty sumienia, bo od tygodni leży sterta niewyprasowanego prania? Nie kumam o co chodzi z tym przepraszamy za bałagan.

Nie dajemy rady oszczędzić

Nie, nie mówię tu o różnych sytuacjach życiowych, bo wiem że jest szereg takich, które są zdecydowanie ciężkie. Ale mam na myśli parę lub singielkę o całkiem niezłej / dobrej lub bardzo dobrej sytuacji finansowej. Żeby zrobić oszczędności, trzeba tego chcieć. Nam wcale nie jest łatwiej, dziecko kosztuje, ciuchy, pieluchy, żłobek, zabawki. To koszty których nie posiadając dzieci zwyczajnie się nie ma. A jednak dajemy rade pojechać na wakacje czy zrobić remont, bo nie wydajemy kasy na pierdoły. Wiem to, bo jako niegdyś jeszcze bezdzietna, kupowałam dużo niepotrzebnych ubrań, butów. Dziś dokładnie wiem czego potrzebuję, czasami robię sobie przyjemności, ale nie wypełniam mojej życiowej przestrzeni rzeczami, których nie są mi do niczego potrzebne. Zakupy zawsze planuję, co pozwala mi uniknąć przepuszczania pieniędzy – o moich metodach na oszczędzanie pisałam kiedyś tu. Wolę odłożyć i pojechać na weekend, na wakacje, zrobić niespodziankę dziecku lub kupić coś o czym marzę, zamiast się zagracać. Dlatego dziwi mnie narzekanie bezdzietnych, że im jest ciężej odłożyć niż nam dzietnym.

My matki mamy nie łatwe życie, ale warte każdego wysiłku. Często w starciu z bezdzietnymi musimy trzymać język za zębami i przełykać ich nieświadomość, o tym jak to niby nam jest łatwo. I szczerze powiedziawszy, jak już się zaczynam gotować słuchając tych skarg i  teorii, a liczenie do 1000 nie pomaga, choćbym liczyła i pięć razy, wówczas kończę dyskusję jednym zdaniem. Zdaniem, które w rozmowach z matkami mnie jeszcze w czasach bezdzietności irytowało jak nic innego na świecie, ale z drugiej strony najbardziej słusznym w tej sytuacji: Porozmawiamy o tym, jak będziesz mieć dzieci.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

  • I właśnie za to Cię uwielbiam! Idealne podsumowanie! Mnie właśnie te wszystkie teksty wkurzają! Choć to już chyba zawsze tak musi być…