Macierzyństwo Polecane

Jestem mamą. Chodzę na skróty.

Brzozoweczka.pl mama kobieta plaża blog parenting morze

Od zawsze chciałam być na sto procent, na każdej płaszczyźnie, w każdym momencie, dawać z siebie wszystko zawsze i o każdej porze. Nieustannie dążyłam do tego rzygogennego perfekcjonizmu tylko po to, by ze spokojem i zadowoleniem móc się co wieczór kłaść do łóżka. Oczywiście nie ma w tym niczego złego, ale jak długo tak można? Do siwych włosów i zmarszczek? Aż Cię ze zmęczenia połamie tak, że już nie wstaniesz? Aż w końcu się tak zajedziesz, że zmartwychwstaniesz rano i nie będziesz wiedzieć jak się nazywasz?

Tam gdzie jest praca czy blog, nie ma miejsca na kompromisy, ale w życiu codziennym, domowym nie jestem perfekcyjna. Kiedyś próbowałam być, ale to minęło, rozmyło się, rozpłynęło. Myślę, że każdy musi taki etap w swoim życiu odhaczyć. Ja odhaczyłam, zdjęłam ten płaszcz i powiesiłam na kołku. Jest mi zdecydowanie lżej, zwłaszcza, gdy na swoich barkach ma się jeszcze dziecko. W życiu rodzinny, w codzienności ten luz jest potrzebny i konieczny by przetrwać. Dlatego w pewnym momencie zaczęłam chodzić na skróty wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. To nie lenistwo, to rodzicielski instynkt przetrwania.
Tak, dokładnie! Bez żenady, bez wyrzutów sumienia, bez bólu dupy mówię: chodzę na skróty.

Przysięgam, że są takie dni, kiedy mi się nie chce. Nie chce mi się robić obiadu, bo stanie nad garami o godzinie 22ej sprawia, że mam ochotę puścić pawia do garnka. Nie chce mi się uprasować wypranej pościeli. Tak po prostu. Siadam wtedy pod kocykiem, z książką, z ulubioną herbatą. Odkładam na później to wszystko, co może poczekać i bez czego świat się nie zawali. Albo rezygnuję, jeśli coś jest zbędne.

Prasowanie? Ja podziękuję.

W byciu rodzicem niezwykłe jest to, że z czasem zmieniasz podejście do wielu rzeczy. Lata temu potrafiłam stać cały wieczór przy desce do prasowania, ale też kupowałam sobie ubrania, które po praniu wymagały ostrożnego i bardzo precyzyjnego prasowania. Dziś już w szafie nie mam takich rzeczy. Kupuję to co mało się gniecie i nie koniecznie musi być prasowane. Dodatkowo opanowałam do perfekcji skill sprytnego rozwieszania prania tzn. wieszam tak, aby wyschło bez zagniotów. Prasuję teraz tylko jakieś trzydzieści procent ubrań (koszule!), bo reszta bez tego jest ok.
Nie myśl sobie, że nie lubię prasować, bo to uwielbiam. Jest jak panaceum na wszystko, rewelacyjnie działa na mętlik w głowie i porządkowanie myśli. Od stania łamie Cię w plecach, po godzinie ledwo już trzymasz pion, no i ma funkcję siłowni, bo bicka sobie poprawisz.
To ja już wolę wieczorową porą poziom na kanapie, a bicka wytrenuję trzymając grubaśną książkę.

Z TYCH słoiczków mu dajesz?

Na skróty zaczęłam chodzić już dawno. Kiedy Miko był malutki nie gotowałam każdego posiłku samodzielnie. Marchewki, pierwsze i czasem też późniejsze zupki kupowałam w formie gotowca w słoiku. Raz w tygodniu stawałam przy garach na całe popołudnie i gotowałam zupki, obiadki a potem mroziłam w porcjach. Ale gotowe dania jakie oferuje teraz wiele firm, to świetne rozwiązanie, nawet dla alergików jak moje dziecko, bo można wybrać kombinacje bez alergenów. Posiłki są zdrowe, przygotowane w odpowiednich warunkach i bezpieczne dla dzieci.
Nie raz słyszałam pytanie, czy on je z TYCH słoiczków?! Tak, jadł z TYCH słoiczków i wcale nie miałam z tym problemu. Wolałam wyjść z dzieckiem na dłuższy spacer, pobawić się i dać mu ten cholerny słoik. Szłam na skróty i nie mam z tym problemu. Do dziś Miko zajda jako szybką przekąskę musy owocowe w tubkach i nikomu nie dam o nich złego słowa powiedzieć, bo to rewelacyjna rzecz, którą zawsze mogę mieć w torebce. Lepsza niż baton czy lizak. Amen.

Slow co…?

Jeśli żyjesz tak jak ja to robiłam w pełnym pośpiechu, to ciężko jest dostrzec cokolwiek innego poza obowiązkami. Hej, to straszne, bo nagle się okazuje, że życie dzieje się gdzieś obok nas, a my tylko widzimy jak ucieka. Nie można robić wszystkiego i mieć wszystkiego. Kluczem do sukcesu jest określenie priorytetów i od tego warto zacząć, ograniczając się do tego co konieczne.  Slow life nie powinno być jedynie powtarzanym sloganem, a mantrą. Doba nie jest z gumy, kiedy mamy żyć jak nie teraz? Na emeryturze? Szkoda mi życia, by tle czekać. Chcę żyć póki jestem młoda i mam energię, by realizować cele, marzenia. Dlatego właśnie wolę pójść na skróty, zwolnić, mieć czas na hulajnogę z dzieckiem, na książkę.

A Wy chodzicie na skróty? Jakie są Wasze małe skrótowe grzeszki albo sprytne patenty na oszczędność czasu?

ZOBACZ RÓWNIEŻ